Norwegia z tytułu swojego ukształtowania terenu posiada nieliczną sieć szerokopasmowych i szybkich dróg. Za to ma dużo dobrych tuneli. Krótkich i długich. Takich od kilkuset metrów do kilku a nawet kilkunastu kilometrów. Drogi buduje się mozolnie wyburzając tysiące ton skał i drążąc niezbędne tunele. W tym są naprawdę dobrzy!
Jednak nie jest łatwo podróżować po jej terytorium. Stąd w szczególnych przypadkach występuje konieczność użycia alternatywnych środków komunikacji. Tam gdzie chodzi o czas i szybkość reakcji pozostaje jedynie samolot a ściślej helikopter, bardziej po polsku – śmigłowiec.
Jest wiele miejsc – na przykład góry, przełęcze, małe osiedla na stokach - gdzie żaden inny środek transportu nie dotrze. A trzeba dowieźć lub zabrać ludzi, dostarczyć ciężkie elementy konstrukcyjne, sprzęt lub aparaturę. Nie mówiąc o szybkim transporcie chorego do szpitala co ma często miejsce w nagłych przypadkach. Poza tym w okresie zimowym drogi mimo perfekcyjnego tutaj wręcz odśnieżania zdarzają się być nieprzejezdne z powodu wielkich zamieci śnieżnych, które nawiewane silnymi wiatrami do tuneli powodują ich prewencyjne zamykanie stalowymi kurtynami. Wtedy transport drogowy zamiera. Można jeszcze do niektórych miejsc dotrzeć promami, ale nie wszędzie i zabiera to wiele czasu. Norwedzy nauczyli się żyć w symbiozie z takimi kaprysami natury. Nam przychodzi to znacznie trudniej, gdyż zdarzało się utknąć na trasie i nie zdążaliśmy na samoloty z Oslo Gardermoen do Szczecina. A od nas do lotniska jest „tylko” 600 km przez góry i tunele – równo 10,5 godzin jazdy rejsowymi autobusami.
Dlaczego o tym piszę? Ponieważ chcę zwrócić uwagę na śmigłowce. Panuje powszechna opinia – i słusznie-, że Norwegia jest krajem morskim. Jest to prawda oczywista lecz bez armii samolotów i śmigłowców wiele spraw nie byłoby właściwie rozwiązanych.
Dość często jestem naocznym świadkiem działań lotnictwa śmigłowcowego. Od czasu do czasu, gdy właśnie jestem „przy aparacie”, rejestruję z wielką przyjemnością pracę odważnych – często bardzo odważnych – lotników i ich maszyn.
Załączam zdjęcia z czterech przypadków zaangażowania śmigłowców na naszym terenie. Chcę dodać, że nie ma w naszym miasteczku lotniska z prawdziwego zdarzenia. Jest mały krąg – lądowisko dla śmigłowców po drugiej stronie fiordu i to wszystko. Od dłuższego czasu nie jest ono używane, bo sprzeciwili się okoliczni mieszkańcy ze względu na hałas jaki niestety czynią podczas startu i lądowania. W związku z tym używane są różne miejsca z zależności od okoliczności. Stadion piłkarski położony 300 metrów nad miastem, nabrzeża portowe, terminal promowy lub każdy skrawek nadający się na lądowisko. Oglądałem kiedyś lądowanie śmigłowca bezpośrednio w kanale portowym pomiędzy domem handlowym a stacją benzynową Shella. Ogon maszyny w całości wystawał ponad wody portowe. Reszta ledwie trzymała się na nabrzeżu. Helikopter przyleciał po chorego z nagłym wskazaniem zabrania go do odległego o ponad 50 km szpitala. Drogą byłoby za długo, kręta droga w tym „tylko” 5 tuneli.
Wracając do zdjęć. Pokazuję na nich pracę trzech rodzajów śmigłowców. Jest to np. lądowanie śmigłowca sanitarnego w czasie sztormowego wiatru. Zwróćcie uwagę na poszarpaną wiatrem flagę na budynku. Zwykle ląduje on tuż przy nabrzeżu chłodni. Tym razem za silnie wiało. Naprawdę trzeba było kunsztu pilota aby wylądować na małym skrawku, pomiędzy budynkami. Śmigłowiec był co rusz spychany na budynki. Oczywiście wszystko się udało. Podziwiam tych pilotów. Z reguły są to młodzi mężczyźni. Dodam, że lotnictwo sanitarne jest częścią lotnictwa wojskowego. Zapewne są oni na służbie.
Są jednak również firmy prywatne, które operują świadcząc usługi lotnicze, wykonując różne prace wymagające ich użycia. Latem właśnie na naszym dziedzińcu wylądował mały śmigłowiec. Taka niby zabawka z wirnikiem dwułopatowym , która zaczęła wyczyniać różne ewolucje. Okazało się, że ma za zadanie zwieść z okolicznych gór starą aparaturę nawigacyjno- telefoniczną. Jakieś szafy sterownicze i zasilające. Dwie osoby, pilot i jego pomocnik uwinęli się z tym w ciągu dwóch niespełna godzin. Szczytem kunsztu i możliwości było to, że aparatura prosto z powietrza z pomocą chłopaka z ziemi lądowała bezpośrednio w kontenerze! – co doskonale widać na zdjęciach. Smaczku dodaje to, że nawet nie było potrzeby usunięcia parkujących w pobliżu samochodów :-).
To co daje się zauważyć, że nie stosuje się tutaj przesadnych środków ostrożności. Żadnej policji, kordonów, ekstra zabezpieczeń. Każdy wie co do niego należy, aby było bezpiecznie. Pełna dyscyplina i odpowiedzialność wszystkich. To mi się bardzo podoba.
Śmigłowce podrzucają również vip’ów oraz wykonują za opłatą loty ponad okolicą przy okazji świątecznych imprez miejskich. Latają nawet matki z małymi dziećmi na rękach.
Odważny naród – nie ma co.
Mam nadzieję, że nie zanudziłem.
Pozdrawiam F.
PS. Szczecin a ściślej nasze województwo posiada identyczny, nowiutki helikopter sanitarny (Eurocopter), który czasami ląduje na Jasnych Błoniach tuż przy Szpitalu Wojskowym. Wreszcie! Mam zdjęcia oczywiście :-)
PODNIEBNY NOMADA - ŚMIGŁOWIEC
Fisher
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1
- Wpisów na blogu: 153
- Komentarzy: 390
- Miejsc na mapie: 43


"To co daje się zauważyć, że nie stosuje się tutaj przesadnych środków ostrożności. Żadnej policji, kordonów, ekstra zabezpieczeń. Każdy wie co do niego należy, aby było bezpiecznie. Pełna dyscyplina i odpowiedzialność wszystkich."
jak to jest w Polsce.
A może mają mniej policji, bo jako bogaty kraj nie stać ich na więcej ;)
Jako gość przeczytałem ten ciekawy wpis, i dziękuję. Napisałem co mi się m.in. spodobało.
A teraz do ciebie "David S."!
Nie zadałem żadnego pytania, na które Ty powinieneś się poczuć w obowiązku odpowiedzieć! Zrozumiałeś? Chyba nie? A ja nadal wierzę, że kiedyś zrozumiesz.
Władza uznaje u nas obywateli za idiotów bo w przeważającej części przypadków tak właśnie jest. Wystarczy spojrzeć na nasze szczecińskie ulice i na zachowanie kierowców oraz pieszych, czy też podejście obywateli do utrzymywania czystości i dbałości o środowisko.
- za zainteresowanie i komentarz.
Wiem, że trochę za dużo wpisałem,
Cóż od czasu do czasu...
Pozdrawiam. F.
Nie będę tam bezpośrednio, więc mogę dzięki Tobie podróżować z zamkniętymi oczami. Zaczytywałem się kiedyś w "Dookoła Świata", i do teraz lubię opowieści z daleka.
rymuje:)))
Moje pytanko - naprawdę nie zgasił zabrał chorego i odleciał?
Pozdrowienia ze Szczecina.
Widzę ze wszystko dookoła stoi bezpiecznie i się zbytnio nie zmienia :)
A po co ma gasić dla paro minutowej operacji. Akurat EC-135 ma obudowane śmigło ogonowe więc nie ma obawy że ktoś w nie wejdzie.
****
http://www.kronikaportowa.pl/
Na następnym zdjęciu jednak widać wyhamowane wirniki więc jednak zgasił ;) Być może chodzi tu o podobną zasadę jak w samolotach, najpierw turbina musi popracować żeby się schłodzić a potem dopiero pełne wyłączenie.
****
http://www.kronikaportowa.pl/
Ekstra. Lubię takie ciekawostki :)
Aż chce się czytać!
Wyjaśniam: na 4 zdjęciu rzeczywiście silnik został wyłączony - jest to fotografia z innej akcji, kiedy była stabilna pogoda. W opisanym przypadku silniki nie zostały wyłączony. Poza tym kiedy podjeżdża ambulans z chorym, sanitariusze proszą aby nie fotografować pacjenta i samej procedury przenoszenia. Trzeba to uszanować. Dlatego nie robię tego. Pozdrawiam. F.