Berlin przywitał widzów Kontrapunktu deszczową pogodą, chłodem i korkami na ulicach spowodowanymi zjazdem ministrów spraw zagranicznych państw należących do NATO. Mało brakowało, a spóźnilibyśmy się na pierwsze przedstawienie.
W Schaubühne am Lehniner Platz nie było czasu na kawę czy herbatę w ogródku kawiarnianym, ale przez ponad dwie godziny oglądaliśmy „Powrót Odysa” i kilku zalotników usiłujących uwieść czekającą na męża Penelopę. Spektakl, chwilami nużący, ratował się przede wszystkim dzięki umiejętnościom wokalnym aktorów (znakomicie ustawione głosy).
W Deutsches Theater Berlin aktor udający psa opowiadał o śmierci swojego pana od czasu do czasu poszczekując. Krótkie, nudne i niespecjalnie warte obejrzenia.
Po takim rozczarowaniu wszyscy nastawili się na „Lulu” w reżyserii Roberta Wilsona. Reżyser znany jest w ostatnich czasie z tego, że położył imprezę z okazji 30-lecia Solidarności i przez niego stanowisko stracił ojciec Maciej Zięba, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności.
Mimo to wszyscy chcieli zobaczyć jak reżyser zrealizował „Lulu”, czyli historię młodej dziewczynki wykorzystywanej przez mężczyzn, tym bardziej, że muzykę do przedstawienia napisał sam Lou Reed. Muzykę i piosenki usłyszeliśmy, ale spektaklu nie zagrano z powodu choroby aktorki, o czym nas poinformowali zdrowi aktorzy wychodząc na scenę.
Kolejne rozczarowanie. Plus był taki, że wróciliśmy do Szczecina dwie godziny wcześniej, czyli po północy.
Trzy przedstawienia, każde całkowicie odmienne od innych. Jedno lepsze, drugie gorsze, ale warto tam czasami wpaść, żeby mieć okazję to ocenić. Tym bardziej, że Berlin jest tak blisko.
Kontrapunkt 2011: Lulu i Lou Reed
Małgorzata Klim...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1467
- Wpisów na blogu: 344
- Komentarzy: 3968
- Miejsc na mapie: 307


27 euro za bilet w jedną stronę to nadal bardzo drogo , do Poznania pojechałbym 4 razy