Chociaż w Szczecinie były obchody Urodzin miasta (w 65 rocznicę przekazanie miasta, administracji Polskiej), jednak piękna słoneczna pogoda i bliskość morza (przecież Szczecin leży nad morzem) zachęciła nas do spędzenia weekendu (3,4 lipca) nad morzem i złapania morskiej opalenizny.
Widocznie na ten sam pomysł wpadła też spora liczba mieszkańców Gryfa, gdyż na peronie oczekiwały na pociąg o 8:15 tłumy (bilet w dobrej cenie za 13 zł w jedną stronę), chociaż przecież kursują też autobusy i busy nad morze.
Jakoś udało nam się zdobyć miejsca siedzące (drzwi wagonu stanęły przy nas) i mogliśmy już jechać do Świnoujścia, czy Międzyzdrojów. Wybraliśmy Międzyzdroje, naszą ulubioną perłę Bałtyku tym bardziej, że jechaliśmy na dwa dni i trzeba było jeszcze załatwić nocleg. A najlepiej i najtaniej załatwić nocleg i wyżywienie (ogólnodostępna stołówka – bar) w Gromadzie w Międzyzdrojach.
Pociąg, jako że to zwykły ciągnął się do Międzyzdrojów prawie dwie godziny (godzinę i 45 minut), ale mieliśmy krzyżówki i czas jakoś zleciał. Wysiedliśmy na dworcu w Międzyzdrojach. Międzyzdroje przywitały nas rozkopaną ul. Kolejową (remont akurat w trakcie sezonu).
Większa część podróżnych idzie prosto ul. Mickiewicza nad morze, my poszliśmy ul. Dąbrówki, bo trzeba było wstąpić do Netto po tańsze napoje (także te procentowe), zajrzeć na rynek (drożyzna), popytać o ceny pokoi (najtaniej w PTTK – 35 zł/od osoby ale brak wolnych miejsc) na kwaterach. Prywatne kwatery zamieniły się w wille i ceny pokoi jednakowe 50 zł/osobę, to już lepiej wrócić do Szczecina, przespać się w domu i pojechać ponownie nad morze (koszt w tą i spowrotem - 26 zł).
No ale została nam jeszcze Gromada z cenami: 56 zł/osobę w domkach z sanitariatami i 28 zł/osobę w pokojach domków w lesie z ogólnymi sanitariatami.
Warunki w lesie iście spartańskie (łóżka do spania, stolik, krzesła), ale i tak mają powodzenie (cena, możliwość wzięcia pieska), bo jak się przyjeżdża samochodem to można wziąć czajnik bezprzewodowy, gril, leżaki czy nawet telewizor.
Nam zależało aby mieć gdzie przyłożyć głowę, zostawić torby i hajda na plażę. Na plaży w Międzyzdrojach człowiek przy człowieku, widać że to perła Bałtyku, nie tak pusto jak w Rewalu (pokazywali w TV z okazji wyborów). Wieczorem jak większość letników wybraliśmy się na spacer Miedzyzdrojską promenadą (wiele domów – willi pięknie odnowiona), na molo i Aleję gwiazd. Słońce osłabia, więc głównym zajęciem letników wieczorem jest spacer i spożywanie. Przygrywającym kapelom, trudno zachęcić kogoś do tańca.
Rozrywkowe życie w Międzyzdrojach zaczyna się po 21:00 w dyskotekach, gdzie nieodmiennie króluje młodzież, żeby nie powiedzieć małolaty. Słońce i morze też męczy i trudno dorosłym i dzieciom dotrwać do 22:00. Właściwie po 22:00 oprócz dyskotek, życie w Międzyzdrojach zamiera
Na drugi dzień (dzień wyborów) ponownie wybieramy się na plażę, plaża znowu zapełniona, jak zwykle mnóstwo amatorów kąpieli i morskich rozrywek. Niektórzy szukając „prywatności” wybierają się brzegiem do Lubinia na plażę nudystów (naturystów). Po obiedzie wymeldujemy się z domku, idziemy na nieodłączną kawę i na dworzec na pociąg, tak aby jeszcze zdążyć na wybory. Trochę szkoda, bo wieczorem miała wystąpic w amfiteatrze Doda.


Nie ma jak typowa polska wycieczka: wizyta w Netto bo tam taniej, byle jaki nocleg, ważne by tani albo tułaczka pociągiem do domu i drugiego dnia nad morze, no i jeszcze darmowy koncert Dody. Wow wczasy jak w Madrycie.
Plaża naturystyczna jest w LUBIEWIE a nie w LUBINIU, bo Lubin lezy nad zalewem nie nad morzem i trudno do neigo dojśc plażą. Jak widać słońce przygrzało i dlatego takie błedy.
oklepane te Międzyzdroje.... perełka to moze i była a teraz to zwyczajny megamarket z piaskiem i wodą.
Przecież Miedzyzdroje to koszmar. Tłum ludzi, drogie żarcie, ścisk na plaży. Z perełką to ma niewiele wspólnego wystarczy zoabczyć paskudny dworzec kolejowy i jż się odechciewa.