Prokuratura do dzisiaj nie wie, o której godzinie tak naprawdę rozbił się pod Smoleńskiem Tu-154 M. Jak ustalił "Dziennik Gazeta Prawna", godzina 8.56 nie jest prawdziwa. O tej porze jedynie włączono syreny alarmowe. Katastrofa zatem musiała wydarzyć się wcześniej.
Godzinę 8.56 polskiego czasu, jako moment zderzenia samolotu z ziemią kwestionują członkowie polsko-rosyjskiej komisji, do których dotarliśmy. Ten fakt potwierdza także symulacja, którą dla „DGP” przeprowadziła firma FDS OPS. Według niej Tu-154M powinien lecieć z Warszawy do Smoleńska 62 minuty, a zatem wylądować około 8.25 polskiego czasu. Są też inne poszlaki wskazujące na wcześniejszą godzinę katastrofy, jak zerwana linia energetyczna, co odnotowała smoleńska elektrownia.
„DGP” ustalił, że ani wojskowi prokuratorzy, ani Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWL LP), ani specjaliści z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych w Warszawie nie wiedzą, o której godzinie 10 kwietnia doszło do katastrofy samolotu m.in. z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie. Jak ustaliliśmy w źródłach zbliżonych do polsko-rosyjskiej komisji badającej przyczyny katastrofy, godzina 8.56 (10.56 czasu rosyjskiego) nie jest prawdziwa. – To moment, w którym zawyły syreny alarmowe na lotnisku Siewiernyj, ale moim zdaniem samolot rozbił się nawet dziesięć minut wcześniej – tłumaczy ekspert pracujący przy badaniu zapisu trzeciej czarnej skrzynki. I dodaje, że Rosjanie nie przekazali oficjalnej godziny katastrofy.
Odczyt danych ze skrzynki, nierejestrującej głosu, a jedynie podwyższone parametry techniczne lotu, odbywa się w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych w Warszawie z udziałem strony rosyjskiej. Ich analiza pozwoli stwierdzić, w którym momencie doszło do niecodziennych zachowań w funkcjonowaniu podzespołów Tu-154M. Chodzi głównie o podejście do lądowania lub nagłe opuszczenie klap. To może dać odpowiedź na pytanie, kiedy dokładnie doszło do katastrofy.
Nikt nie wie o której dokładnie rozbił się samolot prezydencki w Smoleńsku
Marek Łagocki
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 763
- Wpisów na blogu: 173
- Komentarzy: 943
- Miejsc na mapie: 473


Co nowa wiadomość,wątpliwości więcej.Czas i....linia energetyczna zerwana.I polowe urządzenia lotniska ILS zabrane po odlocie PremieraTuska..
"doszło do niecodziennych zachowań" - cudów nie ma ,ktoś.coś te zachowania wywołało.
Dalej nie rozumiem czemu Autor link do fotek usunął.
Bo nie zmuszałem do oglądania 2-ch fotek z ciałami ,spośród interesujących kilkudziesięciu.Ja nawet nie wiem,bo starałem się ich nie oglądać wnikliwie.A i wzrok nie ten.
Nie było moja intencja urazić nikogo.
Jak ten naste
ępny, gdzie fachowy piszą.
http://mariusz.fryckowski.salon24.pl/170097,mozliwe-przyczyny-katastrofy-samolotu-rzadowego-tupolew-154m
Znów coś nie tak?
Proszę usunąć.
Na lotnisku nigdy nie było systemu ILS. To co zabrano po wizycie Tuska i Putina to był radar PAR zainstalowany na wojskowej ciężarówce.
Urządzenie ILS to nie jest skrzynka co można ją sobie przerzucać. Taki system nie montuje się w jeden dzień i składa kiedy chce. System ten wymaga wielu kalibracji za pomocą specjalnego samolotu (warszawska papuga na przykład) i nie zajmuje to na pewno jednego dnia tylko znacznie więcej.
Ale co z ustaleniami Mariusza Fryckowskiego na podanym linku?
Usunięcie wpisu wg linku który podałem tez daje do myślenia.
Ale od czego mamy kopie?
Pan z pewnością z odnalezieniem kopii nie ma problemu.
Ciekawe czy z linku skorzystał Pan Redaktor?
W tekście pana Mariusza jest parę błędów - odniosę się do nich wieczorem (teraz brak czasu).
Tak jak obiecałem parę spostrzeżeń do artykułu pana Mariusza. Artykuł nie jest już dostępny pod wymienionym wyżej linkiem, ale na szczęście został w pamięci google.
Autor pisze - "Wierząc stronie sowieckiej, wyposażone jest ono podobno w dwie radiolatarnie. Szanowni Państwo, pisząc te słowa mam przed nosem prawie 40 calowy monitor i zupełnie sporą lupę w ręku, zdjęcia satelitarne są całkowicie świeże, próbowałem je odnaleźć, jednak bez powodzenia."
Jak się wie gdzie szukać to znajdzie się je na zdjęciu - fotka jednej z nich - http://photo-smolensk.ru/albums/111/av5.jpg
Dalej mamy taki kwiatek "Na fotografiach satelitarnych widoczne są „jak byk” samoloty Ił – 76, co to oznacza? Że to lotnisko jednak jest używane, skoro stacjonuje tam jednostka (sądząc po ilości maszyn), co najmniej wielkości pułku."
Owszem maszyny widać - ale to nie jest pułk (został rozformowany w październiku 2009). To są maszyny a raczej wraki które czekają na pocięcie na żyletki w przylotniskowych zakładach.
"Obawiam się, że w wyniku błędnych procedur lotniskowych pilot dokonał niemożliwego! Prawdopodobnie stanął przed wyborem swojego życia, czy poświęcić załogę i pasażerów, czy zabić kilkaset osób – mieszkańców Smoleńska. Czy był sprawcą, czy bohaterem? Tego prawdopodobnie nie dowiemy się już nigdy." - tu już zdecydowanie autora poniosła fantazja. Nie chce mi się nawet tego komentować.
"Okoliczności wskazują jednak na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap bezpośrednio na prostej przed lądowaniem. Przy blokadzie klap lub lotek na prostej katastrofa była nieunikniona," = ciąg dalszy fantazji. Samoloty nie stoją w szczerym polu gdzie każdy może sobie podejść i coś przy niej majstrować. Po przeglądzie przed lotem maszyna jest plombowana i pilnowana.
Reszta tekstu jest w miarę poprawna. Natomiast jest to już kolejny tekst w którym pomija się najniewygodniejszy aspekt dla miłośników teorii spiskowych. Dlaczego podchodzili do lądowania przy znacznie przekroczonych minimach pogodowych?
panowie, pan Mariusz zamiescił kolejny tekst o Smoleńsku, jest dostepny na salon 24 w części ZeZeM. Coś niesamowitego!