Miejsce do którego pojechałem było od dawna w moich planach, nie zawiodłem się na miejscu, pogoda dopisała, niebo błękitne, idealnie,
Mimo młodego wieku niektórych uczestników wyprawy zdecydowaliśmy się wjechać na Stóg Izerski, wrażenie niesamowite, wyciszona gondola majestatycznie sunie na szczyt, w schronisku śniadanie w otoczeniu trofeów myśliwskich (uczucia trochę mieszane, gdy dzik rzuca szklanym okiem, a bażantowi z siedzenia wypadają pióra).
Schronisko zabytkowe z lat dwudziestych ub. wieku, stąd ruszyliśmy na szczyt, droga nie była uciążliwa a ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama. Na Świeradów a z drugiej strony na czeskie góry.
Świeradów, wcześniej Wieniec, a jeszcze wcześniej Bad Flinsberg to typowe miasteczko z zabudową zdrojową, mamy parki zdrojowy, liczne wille, pensjonaty, sanatoria, najciekawszy był zadbany park zdrojowy i dom zdrojowy z jedyną znaną mi halą spacerową dla kuracjuszy, a więc woda mineralna (wersja ciepła z opiłkami żelaza – fujjj! i zimna doskonała na upały) w gustowny kubeczek w kształcie Lenina i można spacerować w niepogodę.
Na ulicach wszechobecni niemieccy turyści w wieku poborowym do volksturmu, sklepy dwujęzyczne i ceny odpowiednie od ich standardu, w okolicy Świerdowa można zwiedzić zamek Gryf, zamek Czocha Mirsk i bardzo blisko jest Gryfów Śląski, warto również zajrzeć do Lubania


tylko pozazdrościć urlopu