Jak podają przedwczoraj światowe publikatory z Lloyd List na czele i odnotowały wczoraj polskojęzyczne media , w pięknej pogodzie w nocy we wtorku godz.2130 LT 20 MM od Port Dickson w Cieśninie Malakka doszło do groźnej kolizji dwóch dużych statków:
Brytyjskiej wyspy Man bandery zarządzanego przez Greków i obsadzonego polską Załogą zbudowanego w 1998 roku Panamaxa ( ok.70tys.DWT ) m/v Ostende Max dowodzonego przez ...... Kapitana ( chroni dane go Ustawa?)
Taiwańskim tankowcem m/t Formosaproduct Brick podobnej wielkości zbudowanego w 2005 roku z ładunkiem 58 tys.ton benzyny w drodze do Korei,z Chińską Załogą dowodzonego przez chińskiego kapitana Jiang Han Chenga.
Z fotek wynika,że statek z Polską Załogą skutecznie tankowiec dogonił i uderzył w rufę dziobem.Niestety,Tankowiec lustra wstecznego nie miał więc kto tu pierwszeństwo wymusił?
Statek z polską Załogą doznał znacznego uszkodzenie dziobu,ale nadbudówka i urządzenia ratownicze pozostały sprawne.
Tankowiec stanął w płomieniach.
Jak powiedział Mzlan Othman -szef policji w Dickson,
!6 osób z tankowca uratowano,9-ciu uważa sie za zaginionych.
Część marynarzu ratowało się w tratwach ratunkowych, inni skakali bezpośrednio do morza
W ratowaniu rozbitków tankowca brała udział Załoga przepływającego kontenerowca .
O udziale polskiej Zalogi statku Ostende Max w ratowaniu rozbitków
szef policji w Dickson nie wspomniał. Czy brali udział? Nie wiem.
Rocznie Cieśniną Malakka( = Malakka Street) przepływa 94 000 statków!
Zdjęcia są własnością wydawnictwa "shipnostalagia" i nie podlegają rozpowszechnianiu.
A Polskie gazety bez podania źródła już je zamieściły.Brawo.
Ale nie podały,że Zarządzający Armatora statku m/v Ostende Max pan Georg Sarris oświadczył,że Cał Załoga jest w znakomitej kondycji, że najważniejsze teraz jest zdrowie kolegów z Tankowca.\
Dalej powiedział,że statek ma uszkodzoną gruszke dziobowa i w górnej części forpeak.Naprawa uszkodzeń potrawa w Malezji ok.10 do 15 dni.\
Dodał,że władze lokalne przy czynnym udziale Załogi statku prowadzą dochodzenie powypadkowe dla ustalenie przyczyn kolizji i rozmiarów uszkodzeń.
Ciekawe, czy Polskie publikatory podadzą wynik tego dochodzenia.
Grożna kolizja dużego masowca z polską Załogą z wielkim tankowcem w Malakka street
David Stettiner
6 Miejsce w rankingu
- Artykuły: 5
- Wpisów na blogu: 725
- Komentarzy: 2073
- Miejsc na mapie: 295


Taki wypadek jest po prostu nieprawdopodobny ... bo możliwy jak widać jest.
Statki musiały się przecież długi czas do siebie zbliżać, płynąc po kursie zbieżnym pod kątem jak widać jakieś 60/120 stopni.
W miejscu o takim nasileniu ruchu nikt nie płynie "w ciemno" - nawet w nocy. Przecież są wachty na mostku, włącza się całą elektronikę jaką się ma ale i człowiek jeszcze wzrokowo obserwuje cały widoczny widnokrąg, stojąc "na oku". Przecież nawet przy braku widoczności są radary alarmujące o zbieżności kursów, statki nigdy nie zbliżają się do siebie na niebezpieczną odległość o ile przestrzega się procedur obowiązujących we flocie na całym świecie.
Jeśli ktoś się zachowuje niezrozumiale, są środki łączności na stałym nasłuchu i procedura wymiany informacji po ... angielsku.
Czy chińczycy znali angielski?
Jeśli środki łączności zawodzą - są ustalone sygnały dźwiękowe syrenami okrętowymi oraz flary ostrzegawcze światłem - widoczne nawet we mgle... normalnie zresztą statek idący w takim miejscu przypomina choinkę tak jest oświetlony ... no mam rację? Bo już sam nie wiem...
Jeszcze niedawno w każdym razie, gdy Polska miała wlasną flotę masowców pod polską banderą, nasi marynarze byli uznawani przez nawet Anglików - za jednych z najlepiej wyszkolonych na świecie. Nasza Wyższa Szkoła Morska miała także dużą renomę.
Dlatego raczej niemożliwe jest, aby nasza załoga źle działała, chyba że nie mogli nawiązać żadne łączności z Chińczykami, ale i nawet w takim przypadku nie powinno dojść do kolizji.
Ale widzą na zdjęciu, że ta szybka łódź (czarna) to nie płynie raczej w poszukiwaniu rozbitków, nie widzę tam ratowników tylko ubranych na czarno antyterrorystów w pełnym oporządzeniu z bronią maszynową skierowaną na wszystkie strony. Więc może tankowiec został porwany i dlatego załoga chińska nie miała nad jego zachowaniem morskim żadnej kontroli...?
Bywały co prawda doniesienia o statkach na oceanie zachowujących się tak jakby cała załoga leżała nabzdryngolona w messie a statek zasuwał całą naprzód przed siebie - to chyba kpt. Teliga opisywał albo kpt. Baranowski...
A jakie w tym dniu były polskie imieniny?
Możliwe że masz rację, że się w Polsce nie dowiemy na ten temat z oficjalnych źródeł niczego ciekawego ... więc liczymy na Ciebie...
Człowiek jest ułomny!!
Nuda odbiera instynkt zachowawczy.
Co do języka angielskiego, nie tak bardzo dawno , z jednego ze statków
na wejście do Brytyjskiego portu dowodzący kapitan został wysłany dio domu,bo nie potrafił dogadać się z Brytyjczykami.
A na moje pytanie Pana,który Dyplomy Kapitanom wydaje,jakim cudem ten dostał,komentarz był"pewnie po egzaminie zapomniał".
I nie słyszałem ,aby mu dyplom odebrano.
Dawno temu mówiono :" kumo.chwalą nas!" ."a kto?"
"Wy mnie ,a ja Was".
Proszę wyrok Izby Morskiej w Szczecinie opisujący Tragedię promu Jan Heweliusz przeczytać - włosy dęba stają. Faktów nikt nie obalił,tylko zniesiono odpowiedzialność kapitana, bo był w szoku.
Jak dobrze poszukać, to n a blogach, a i w Wikipedii,ale nie na wierzchu prawdę można znaleźć.
Sam się też spotkalem z takim kapitanem, co jak zaczął chlać w czasie załadunku w porcie to doszedł do normalności po dwóch tygodniach w tym samym porcie i wypytywał się - kiedy wychodzimy w rejs nie wiedząc, ze rejs już się odbył i trwa następny załadunek...
Tacy kapitanowie potrafili jednak dobierać sobie takich pierwszych oficerów, żeby wszystko było pod kontrolą no i było...
Z drugiej stropny - szkoda że pewne czasy jak widać odeszły już na zawsze w przeszłość, wiele spraw się staje byle-jakimi...
Tak czy inaczej - ten ponton desantowy na zdjęciu przedstawia oddzial szturmowy komandosów w akcji a nie poszukiwanie rozbitków.
Może płynący tym samym kursem tankowiec zrobił nagły zwrot bez ostrzeżenia... Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że takie statki to nie samochód, nie ma ABS-u... taka straszna masa rospędzona silnikiem kilkadziesiąt tysięcy koni - nim się zatrzyma ...
Takiego silnika z "cala naprzód" nie można odrazu dać na "całą wstecz" - choć niektórzy kapitanowie tak by chcieli... ale to trwa pewien czas. Czyli przy malych odległościach, w pewnych okolicznościach to już zawczasu wiadomo że kolizji nie da się uniknąć bo nic statku nie jest w stanie zatrzymać, więc można tylko paciorek zmówić i wskoczyć w kamizelkę...
_____________________________________
"Tym żyje Miasto" - o czym My napiszemy...!
... a może - "dzięki temu żyje miasto" ?