Podobno "Biblii" nie wyszłaby na dobre ekranizacja w jednym dziele filmowym, bo długa i wiernie oddana - nudna. Święta prawda, jak udowadniają nam "Watchmen. Strażnicy" w reżyserii Zacka Snydera
Bite trzy godziny uspokajająco wpływały na mnie kolejne sceny komiksu kultowego, ba - Dave’a Gibbonsa i Alana Moore’a. Stanowczo za długo i mam wrażenie, że głównie dzięki używanemu z upodobaniem efektowi slow-motion: a to pocisk, a to szyba w kawałkach, a to ślina z ust jakiegoś tłuczonego właśnie nieboraka leciaaaały i leciały minutami.
Fani komiksów mogą mieć satysfakcję, adaptacja była wierna oryginałowi jak Marusia Jankowi.
O czym rzecz. Ano, jak to w komiksie o superbohaterach. Są źli i dobrzy i trzeba ratować świat. Tyle wspólnego mianownika, bo dalej jak to u Moore`a: dekadencka wizja świata, a bohaterowie to samotnicy nie do końca dobrzy, ani do końca źli - w różnych kostiumach podkreślających bicepsy i prześcigających się w rywalizacji, kto założy głupszą fikuśną czapkę.
Akcja „Strażników“ rozgrywa się w latach 80. ubiegłego stulecia. Jak to bywa w 90 przypadkach fabuły na 100, jest zimna wojna między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR. Prezydentem jest ponownie Richard Nixon. Symboliczny do bólu Zegar Zagłady odmierza czas do czego? do zagłady nuklearnej świata, będącej końcowym efektem kulawego dialogu Białego Domu z Kremlem, bo jak wiadomo z Ruskimi dogadać się nie da.
Tytułowi strażnicy, to grupa superbohaterów, banalnie podupadłych, podstarzałych i mocno nadużywających. Ale jeden z nich zostaje zamordowany, reszta więc natychmiast wskakuje w przebranka, wraca do akcji i dalej to już specjalnie nie czaję o co chodziło.
Zabiła mnie mnogość wątków, dygresji, retrospekcji, przewidywań przyszłości, slajdów traum z dzieciństwa bohaterów i w zasadzie tylko w momentach slow- motion nadążałam za logiką przekazu.
Ale było mroczno, pokręcenie i dialogi bohaterów wiernie płaskie jak napisy w komiksowych dymkach.
Wizualnie, piątka za efekty.
Osobiście tez podobało mi się to, że każdy superbohater miał coś za uszami i jak ratowane społeczeństwo nie wykazywało zrozumienia dla brutalności jego działań, to jak każdy zdrowy człowiek wychodził z siebie i lał malkontentów.
I słusznie, niech są wdzięczni, ratowanie życia w głupiej pelerynce i z lateksowymi rajtuzami wpijającymi się w tyłek, to wyczyn.
Idźcie, warto zaliczyć klasykę gatunku ;)


że nie doceniam intelektualnego przekazu czesławo, ale może obejrzałabyś "cziłała z bewery hills" i by ci ulżyło, a nie się w dzień wolny od pracy rzucasz na kino filozoficzno-katastroficzne.
farby
... ale obejrzę chętnie, później mam niezły ubaw jak na każdym filmie na podstawie komiksu lub wersji serialowej coś nie nie zgadza, lecz tutaj nie będę miał punktu odniesienia, więc i fabułę będę brać za prawdę. Wiele ekranizacji do tej pory mnie rozczarowało psuciem fabuły lub moim innym wyobrażeniem postaci, ale co nowsze efekty to i strona wizualna pnie się w górę. Szkoda, że kosztem nieszczęsnej fabuły lub maksymalnego skracania oryginalnej do tych 1,5 lub 2 godzinnych ram czasowych.
"... Stanowczo za długo i mam wrażenie, że głównie dzięki używanemu z upodobaniem efektowi slow-motion: a to pocisk, a to szyba w kawałkach, a to ślina z ust jakiegoś tłuczonego właśnie nieboraka leciaaaały i leciały minutami. ..."
no co chcesz - wszak w komiksach [jak dobrze pamietam] to każdy wystrzał sie dłużył PIFFFF PAFFFF to ufonetycznianie odgłosów właśnie wydłużało ... czytanie komiksów więc i film się wydłużył :)
GeXik, wierna adaptacja długich dzieł to sztuka: jak nie zanudzić. Książkę i komiks odłożysz na moment i z lubością znowu pozatapiasz się w klimat i ponapawasz jego dłużyzną. Z filmem jest raczej źle, jak go musisz wyłączyć na przerwę :)
Demolek, pierwsze słyszę, żeby dymki z "łubudu", "brzdęk" i "srrru", wydłużały komiks. W komiksie gapię się na muskulaturę herosa w lateksach, a w tle rejestruję "łubudu", "brzdęk" i "srrru" kątem oka.