- Filolog, tzn. mam nadzieję na to miano w końcu zasłużyć, winien czytać choćby książkę tygodniowo, co najmniej - usłyszałem kiedyś, z pewną dozą krytyki, zasłużoną niestety. I przyznaję wszem i wobec swoje grzechy zaniechania!
Daleko mi było w ostatnim czasie do podobnych wyników. Ale skoro wyznałem grzechy, czas na obietnicę poprawy, skruchę i pokutę. Dwa pierwsze mam za sobą, ostatnią niech będzie ten krótki tekścik, w którym ze wstydem przyznaję się do winy.
Obietnica poprawy? - Taaa... obiecanki cacanki a głupiemu radość - zarzuciliby niewierni. Ale jak przystało na niewiernego Tomasza, czas na dowody. Pierwszą oznaką poprawy niech będzie przeczytana książka - w końcu i do końca - „Cząstki Elementarne” Michela Houellebecqa.
Na krytykę się nie odważę, wielu wielkich sparzyło się na próbie tejże. Nie chciałbym jednak poprzestać na „podobało mi się”.
Cóż by rzecz, żeby nie silić się na mądrości, a coś sensownego napisać? Na początku dołączę do tych, którzy książkę tę zaliczają do grona najważniejszych współcześnie. Dawno nie czytałem powieści zaangażowanej, że odważę się na takie określenie, którą śmiało można pochwalić również za literackość (literackość – ja to powiedziałem?!). A w przypadku książek eseistycznych (wybaczcie ten slogan, szufladkę, ale to temat mojej magisterki) zadanie to jest szczególnie trudne!
Z konfrontacji tej nie wybrnął na przykład czytany „ostatnio” przeze mnie Cezary Michalski, autor „Siły odpychania”, bohater mojej przyszłej (mam nadzieję!) pracy magisterskiej, moim skromnym zdaniem oczywiście. Nie zanudzając wspomnę tylko, że mimo to warto sięgnąć po jego prozę.
Pisać o ideach, o rzeczywistości współczesnej, o polityce a przy tym uniknąć nadmiernej publicystyki (ale czy to zarzut?) jest ogromnym wyzwaniem. I tu niech Michalski przyjdzie mi, skromnemu studentowi, z pomocą.
- Jego powieści (Michela Houellebecqa oczywiście – T.K.) to pejzaże świata pomieszanego i rozbitego estetycznie, świata, który nas wszystkich wychował. Gdzie cytaty z gazet, telewizyjnych programów, kiepskich filmów przeplatają się z fragmentami doskonałej literackiej prozy i najbardziej wyrafinowanymi intelektualnymi rozważaniami. Gdzie wirtualny świat soap oper i internetu kształtuje nas estetycznie mocniej i głębiej niż malarstwo włoskie – pisał Cezary Michalski. - Powieści Houellebecqa to „Zeszyty Literackie” przepuszczone przez wyżymaczkę meksykańskiej telenoweli, to Wolter podany w komiksie. To nasz najbardziej aktualny świat, który Houellebecq chłoszcze, ale którego nie zamieniłby na żaden inny.
Do tej pory nie padło żadne słowo o fabule. Świadomy to jednak zabieg. Bowiem nie historia opowiedziana jest tu najważniejsza, ona jest tylko pretekstem. Pretekstem do napisania „książki poświęconej człowiekowi” - jak czytamy w zakończeniu. Tu winien jestem wyjaśnienia kontekstu cytatu, bo nie jest on tak dosłowny, jakby się wydawało. W największym skrócie – opowieść w powieści to hołd złożony ludziom przez postczłowieka w dalekiej przyszłości. Bo w „Cząstkach elementarnych” czytamy o ludziach nam współczesnym, którzy „odchodzą”. (W największym i w najgłupszym skrócie.)
Odchodzą? To chyba nie najlepiej? Pesymistycznie? W pewnym sensie. Ale wielce spłyciłby ten, kto mówiąc o książce powtarzałby w kółko o pesymizmie.
Houellebecq opisuje z brutalnością cząstki elementarne naszego społeczeństwa, rozprawia się praktycznie ze wszystkim i ze wszystkimi. Z lewicą i prawicą, z miłością i jej brakiem, z człowiekiem humanistą, a nawet człowiekiem zezwierzęconym...
Jak czytamy na okładce: Radykalne sądy autora, skrajnie niepoprawne politycznie, lecz przeraźliwie śmieszne, wymierzone są głównie w „pokolenie 68” i wywodzący się z niego francuski establishment, jednak w gruncie rzeczy dostaje się wszystkim: lewicy, prawicy, białym, czarnym, hipisom, grubasom, nardowi Brazylii, Salmanowi Rushdie , Aldouusowi Huxleyowi, a także niemieckim różokrzyżowcom. Trochę efekciarskiego, owszem, ale w końcu to z okładki.
Książka o ludziach, którzy odeszli to opowieść z dalekiej przyszłości. „Cząstki elementarne” dzięki tej perspektywie (literackiej) są perełką literatury w tej najpiękniejszej dla mnie postaci – którą należy rozpatrywać jako przykład antropologii kulturowej. Cudowne, błyskotliwe, wstrząsające i smutne. Prawdziwe? „ To nasz najbardziej aktualny świat”? Mam nadzieję, że jednak nie. Nasz świat mimo wszystko to nie tylko seks, śmierć, biologia i pustka – jak można by w bezczelnym skrócie wypunktować krytykę Houellebecqa. Oczywiście nie zarzucam autorowi naiwnie skrajnego pesymizmu. W końcu to literatura, a ona rządzi się swoimi prawami. Warto przejrzeć się w tym zwierciadle przechadzającym się po gościńcu współczesnego świata.
O książce – "Cząstki elementarne", Michael Houellebecq
Tomek Kuczyński
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 4362
- Wpisów na blogu: 45
- Komentarzy: 959
- Miejsc na mapie: 1170


Już sam nie wiem. Czy trudniej przebrnąć "Cząstki" czy twój wpis, Tomku ;)
PS 1. A cóż ci przeszkadza zostać filologiem?
Oraz ambitny. Kazali to czyta.
Zaczekaj jak zareaguje Robotnicka. Polecam "Poszerzenie pola walki" trzeba było zacząć Houellebecqa od tego.
Bycie filologiem ma swoje zalety ;)
nie czytałama :P a drugim nic nie powiem:-X
Odp: czeska
Nie kazali, o dziwo to z własnej woli. "Poszerzenie..." powiadasz? Miałem zainwestować w "Platformę", ale jak polecasz inną, to niech stracę :)
Odp: Yta
Powiem tylko, że warto :-)
Pozdrawiam!