Obejrzałam wczoraj w telewizji drugą częśc przygód Bridget Jones. Druga częśc, jak to zwykle bywa, jest gorsza od pierwszej, ale i tak chętnie oglądałam.
Przypomniało mi się, jak to kilka lat temu Bridget pojawiła się w naszej świadomości i świat oszalał na jej punkcie. Kobiety zaczęły się utożsamiac z Bridget, a w czasopismach dla kobiet pojawiło się mnóstwo artykułów pod hasłem: "To ja jestem Bridget".
Po przeczytaniu książki nie polubiłam Bridget Jones. Za dużo piła, za dużo paliła i była kompletną idiotką. Zastanawiałam się jak kobiety mogły się utożsamiac z taką bohaterką. Ale wtedy w modzie było robic z siebie osobą roztargnioną, niezbyt bystrą, czyli ogólnie rzecz biorąc niedoskonałą.
Kobiety chyba były zmęczone dążeniem do bycia ideałem, a dzięki Bridget już nie musiały takie byc. No bo po co, skoro w kobiecie nieidealnej zakochał się mężczyzna idealny?
Polubiłam Bridget dopiero wtedy, gdy dostała twarz i wygląd Renee Zellweger. Dzięki tej aktorce stała się postacią sympatyczną.
Helen Fielding, autorka "Dziennika Bridget Jones", miała wiele naśladowczyń, które próbowały tworzyc podobne historie.
W Polsce Katarzyna Grochola stworzyła "polską Bridget Jones", czyli Judytę. Ksiązka Grocholi była troche nudnawa, a druga częśc nie tylko troche, ale nawet bardzo nudnawa. Nic dziwnego, że producent i reżyser stwierdzili, że nie ma tam materiału na film i nie nie nakręcili drugiej części. Skończyło się wielką aferą i druga częśc powstała w zmienionym składzie i okazała się niewypałem.
"Dziennik Bridget Jones" to nie jest wielka literatura, ale Bridget stała się legendą. Dlaczego? Bo prawie każda kobieta może powiedziec: "To ja jestem Bridget Jones".
Fenomen Bridget Jones
Małgorzata Klim...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1467
- Wpisów na blogu: 344
- Komentarzy: 3968
- Miejsc na mapie: 307


troche tak.