Poranek w Szczecinie unplugged oglądałam około 5.30. Cicho, pusto i szaro - biało. Pomyślałam, że miasto czeka mega leń, okazja do pospania dłużej i wymigania się od pracy.
Już sobie w myślach segregowałam kolejność pozycji literackich i czasopism babskich które mam ochotę poczytać spod koca.
W osiedlowym sklepiku przywitała mnie zapłakana ekspedientka, która właśnie szacowała straty jakie przyniesie jej dzień bez prądu: lody, mrożonki i mięso do wyrzucenia. Na kupno agregatu nie byłoby jej stać, nasz sklepik jest malutki i familijny.
Trochę mnie to przystopowało w stoickim podejściu do takiego dnia. Wyobraziłam sobie te szpitale, podróżnych, zimno, nerwy...
To był mimo wszystko dzień niesamowitego spokoju, ponieważ telefon padł, telewizor nie jazgotał, kocica podgrzewała mi pod pledem boki zadowolona z mojej obecności o takiej porze. Uchowało się jakieś radyjko oraz baterie wydłubane z niepotrzebnego natenczas pilota do tv.
Refleksja, wyciszenie, Tybet w domu: zimno i medytacyjnie.
Gdyby nie zaraza jakaś, która zaatakowała mi rodzinę byłoby w ogóle po ludzku.
Chociaż wizyta w aptece natchnęła mnie pozytywnie. Pani z okienka sprzedała mi lek, który w zasadzie jest na receptę. Mrugnęła i powiedziała, że dziś uda się obejść system. A kilka osób w kolejce złożyło się po piątaku na lekarstwo dla mamy z maluchem, która miała tylko kartę i 2 złote w portfelu.
Terminal nie działał, ale solidarność ludzka najwyraźniej tak :)


są w Nas ludziach jeszcze od czasu do czasu ludzkie odruchy przyjaźni. Z bateriami to ... kurcze ciekawe ilu ludzi zapomniało ze sa w ... pilocie? :))) a kot pod pledem? kurcze mam psa i o nim po południu zapomniałem :O
zaznaczam, że kot posiada kuwetę
moj kot niestety nie jest pieszczochem i nie chcial sie polasic wieczorem, kiedy bylo mi zimno:)