Kilku moich znajomych mówiło mi "po co jedziesz taki kawał drogi ? Przed telewizorem będziesz miał to samo". Ale to nie było to samo...W żaden sposób nie da się porównać siedzenia przed tv w kapciach do uczestniczenia w tej imprezie osobiście i zobaczenia tego wszystkiego co tam się działo na własne oczy...
Atmosfera panująca przed i w "Spodku", setki ludzi przewijających się przez miasto w koszulkach reprezentacji, kilkadziesiąt stoisk z koszulkami, trąbkami, szalikami i innymi gadżetami...
Wszyscy kibice rozśpiewani, uśmiechnięci i większość w biało-czerwonych barwach...
Jak już znaleźliśmy się z Kasią i Paulą w środku sali godzinę przed pierwszym meczem, sala zaczęła się powoli zapełniać by o godzinie 17 w chwili rozpoczęcia meczu Brazylia-Rosja zapełnić się prawie po brzegi...Pierwszy mecz wspaniały...Brazylijczycy niesamowicie skoczni...Jak oglądałem zdjęcia z gazet, na których niektórzy siatkarze skakali do bloku lub ataku i głowa znajdowała się powyżej siatki myślałem że to złudzenie na skutek tego że fotograf był powyżej siatki...Ale to nieprawda...Oni tak naprawdę skaczą...
Nieprawdobodobnym jest również to, że w meczach na takim poziomie nikt nie wykonuje zbędnych ruchów...poza libero nikt nie tak nie "gryzie parkietu"...Każdy się znajduje akurat tam gdzie powinien i wykonuje soje zadania perfekt...Jest doskonałe przyjęcie, rozegranie, wspaniale chodzi blok (Gustavo jest niesamowity w tym elemencie)...Ten mecz zasłużenie wygrała Brazylia i więcej na temat meczu nie ma co pisać, bo to akurat w telewizji można było zobaczyc...
Prawdziwe apogeum miało dopiero nadejść z chwilą pojawienia się na parkiecie głównych aktorów dzisiejszego dnia - czyli naszej reprezentacji...
I tak też było...Wspaniała oprawa przedmeczowa w wykonaniu prowadzącego imprezę, gra świateł, wybiegnięcie naszych chłopaków przy zgaszonym świetle, hymny narodowe a przede wszystkim najważniejsi aktorzy tego wydarzenia czyli nasza wspaniała publiczność i siatkarze nie zawiedli...
Czymże byłby ten mecz bez naszej publiczności...to prawda że są najlepsi na świecie...
Przyznam szczerze że "Pieśń o małym rycerzu" live robi niesamowite wrażenie...
W przerwach można było przy odrobinie szczęścia zrobić sobie zdjęcie z którymś z uczestników finału lub złowić autograf...Skorzystała na tym moja malżonka i córka robiąc sobie pamiątkowe fotki z Nikołowem z Bułgarii oraz Antiguą i Granvorką z reprezentacji Francji...Zrobienie zdjęcia z reprezentantem Polski lub Brazylii graniczyło z cudem ;-) Przebicie się przez tłum rozwścieczonych i rozhisteryzowanych fanek było po prostu niemożliwe...
Podsumowując wyjazd był rewelacyjny...było wspaniale i nie spodziewałem się że będę miał tak udane zakończenie urlopu...
Przeżyjmy to jeszcze raz World League 2007 Katowice - MM.Fotografujemy WYDARZENIA
soho
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1
- Wpisów na blogu: 18
- Komentarzy: 20
- Miejsc na mapie: 0


Gratuluje udanego urlopu z rodzinką :) Świetne zdjęcia! Piękna pamiątka.
Pozdrawiam!
Warto było, super fotki. A ja cisnąłem się na plaży w Międzywodziu
Fajne fotki :)